|
Edwill - Sob 12 Sty, 2008 17:08 Warte przemyślenia i zastanowienia się: http://www.rp.pl/artykul/83224.html http://www.twnside.org.sg/crisis.htm http://www.thisismoney.co...&in_author_id=4 Kolego los, czekamy na Twoją opinię na temat sytuacji w Polsce. Edwill - Pon 21 Sty, 2008 13:30 Nadal nie wygląda to dobrze. Jak długo ten stan potrwa?... http://www.rp.pl/artykul/85706.html Soros mówi o najpoważniejszym kryzysie finansowym od czasu II Wojny Światowej: http://www.rp.pl/artykul/5,85701.html bateria helska - Pon 21 Sty, 2008 14:08 A propos ludzi w rodzaju Sorosa: Net surfers have hijacked many phrases for their own ends, none more so than: Information is power. In fact philosopher Francis Bacon was the first to assert that knowledge rather than information is power and reading about Nathan Rothschild should convince you of the truth of the statement. In the early 19th century Rothschild set up a Europe-wide network of messengers and carrier pigeon stations, gathering information that could affect his investments. He soon garnered a reputation for being first with the news. In June 1815, when the Battle of Waterloo was being fought, other speculators watched Rothschild's stocks in an attempt to guess who would win. Shortly after the battle ended, and long before anyone else knew who was the victor, he began selling stocks. Everyone assumed this meant Napoleon had won and Europe was lost. Panic selling ensued. When prices crashed, Rothschild bought everything in sight and made a packet. http://www.newscientist.c...o-windfall.html MS - Wto 22 Sty, 2008 21:24 Soros gra o swoją forsę, więc jest stroną a nie ekspertem. Kryzys wygląda bardzo paskudnie, ale uparcie jest mocno pudrowany (nikt z odpowiedzialnych instytucji nie każe pokazać bankierom co mają w papierach !!!). Na miejscu Chin zrobił bym wszystko aby USA nie ogarnęła recesja, bo to dla ich gospodarki kompletne klęska, a co gorsza wtedy może powrócić sprawa niepodległości Tajwanu. CobraVerde - Sro 23 Sty, 2008 00:20 a co gorsza wtedy może powrócić sprawa niepodległości Tajwanu. Znaczy w którą stronę? Trapp - Sro 23 Sty, 2008 08:04 aby USA nie ogarnęła recesja Ścięli stopy o 75 punktów, coś zaczyna mnie się kojarzyć z kryzysem w Japonii gdzie stopy spadły niemal do zera, choć zdaje się to jedyne podobieństwo między tymi przypadkami i przypadek USA pewnie jest poważniejszy porciak - Sro 23 Sty, 2008 10:40 Rodak - Sro 23 Sty, 2008 13:33 Banki straciły mnóstwo kasy na subprime market. Odbijają to sobie na giełdzie kosztem milionów małych inwestorów. Albo i nie, bo mali sobie właśnie poszli. Amerykańska gospodarka ma poważne problemy fundamentalne i to teraz wychodzi (zadłużyli się u Chińczyków na bieżącą konsumpcje), ostatnia obniżka spowoduje u nich jedynie zwiększenie inflacji i dalszy spadek dolara. Nasz deficyt handlowy niemal stały od 20 lat oznaczający wyprzedaż Polski za import konsumpcyjny, też nie jest dobrym symptomem. klapaucjusz - Sro 23 Sty, 2008 23:03 No, nasz deficyt to stały nie jest, poza tym jego struktura też zdaje się nie jest jakaś tragiczna. My akurat stoimy na w miarę stabilnych podstawach, choć złotówka wzrosła w tej chwili niemiłosiernie i to nam handlu na pewno nie ułatwia. A to że Jułesej mają poważne problemy to oczywiste. Oni to żyją dopiero na kredyt - 6% PKB rocznie deficytu handlowego, tyleż budżetowego a lekarstwem na to ma być dodruk pustych papierków. Z punktu widzenia makro ich polityka jest dramatyczną pomyłką. Jechali całe pół wieku na tym, że dolar był walutą światową i nie chcą zrozumieć, że czasy jednak się troszkę zmieniły. Z drugiej strony ich perspektywy "mikro" są solidne nadal. Mają najnowocześniejszą i najbardziej chłonną gospodarkę na świecie, olbrzymi sektor naukowo-techniczny zasilany dopływem gigantycznych pieniędzy i mózgów miejscowy i imigranckich. Są po 10 lat w rozwoju przed resztą świata, a przed takimi miejscami jak Polska czy Chiny o prawie 20. Jeśli ich rząd zacznie myśleć i zrozumie że kraj nie może żyć na kredyt, to powinni wyjść na prostą. To jest nadal olbrzymie imperium, z niewiarygodnym wprost potencjałem i przewagą nad resztą świata. Z drugiej strony, jeśli się nie obudzą i dalej będą chcieli wydawać więcej niż mają, to cóż. Żółty smok czeka Edwill - Czw 24 Sty, 2008 04:18 W ostatnich paru tygodniach inwestorzy w Płn. Ameryce (raczej mniej bogaci, niektórzy biedni) "stracili" ok. $1,000,000,000,000. Stracili - jeżeli teraz sprzedadzą swoje akcje na giełdach. Jeżeli nie spanikują i nie sprzedadzą to prawdopodobnie kiedyś "odbiją z nawiązką" za swoje obecne bezsenne noce. Gwarancji jednak nie ma. A zadłużenie Amerykanów jest OLBRZYMIE: rodzin i rządu. Trapp - Czw 24 Sty, 2008 09:54 Jeśli ich rząd zacznie myśleć i zrozumie że kraj nie może żyć na kredyt, to powinni wyjść na prostą Tak tylko jeśli nawet rząd zrozumie, to czy zrozumieją to obywatele Hegemon - Czw 24 Sty, 2008 13:54 A zadłużenie Amerykanów jest OLBRZYMIE: rodzin i rządu. Nie inaczej jest i u nas, toute proportion gardée Edwill - Pią 25 Sty, 2008 02:40 Nie mając wiedzy ekonomicznej jest mi b. trudno zrozumieć sytuację wielu "bogatych" krajów (USA, Kanada, itp), które zadłużone są "po uszy" na następne pokolenia. Skąd rząd USA stopniowo pożyczał te $9,194 trylionów Rosnące jego zadłużenie $1,43 miliarda dziennie jest czymś przerażającym, jak również ponad $30 tys. zadłużenia na jednego obywatela Koledzy! Nie jesteście w Polsce aż tak biedni. http://www.brillig.com/debt_clock/ Trapp - Pią 25 Sty, 2008 08:29 Skąd rząd USA stopniowo pożyczał te $9,194 trylionów Wiesz jak masz małe zadłużenie to twój problem, jak masz duże to jest bardziej problem tego co pożyczył wichura - Pią 25 Sty, 2008 11:53 Mam tylko jedno pytanie w tej kwestii. Otóż jak wszyscy siedzą w długach po uszy (Rosja, USA, Niemcy itd.) to komu są te pieniądze winni? Emigrant - Pią 25 Sty, 2008 12:06 M. in. tym, którzy kupili obligacje rządowe (czyli m. in. nam, choćby poprzez fundusze emerytalne). ______________________________________________ Najciekawwsze1 w tym ewentualnym amerykańskim kryzysie jest to, że USA ucierpią za jego przyczyną znacznie mniej niż inne państwa (własnie ze względu na wspomniane kilka postów wyżej zdrowe fundamenty). Rodak - Pią 25 Sty, 2008 12:06 Chinom, które może teraz grać na wartości walut jak na fortepianie. Dlatego nikt ich nie pyta o prawa człowieka, jak innych państw. wichura - Pią 25 Sty, 2008 12:33 M. in. tym, którzy kupili obligacje rządowe (czyli m. in. nam, choćby poprzez fundusze emerytalne). Fundusze emerytalne przecież państwowe chyba nie są? No i jest też takie coś jak zadłużenie zagraniczne. Dalej nic nie wiem. Rodak - Pią 25 Sty, 2008 13:01 Chiny też kupę kasy komuś wiszą. Ale to one kupiły obligacje amerykańskie za 900 mld$, a nadwyżkę eksportową tylko za zeszły rok mieli 230mld $. Emigrant - Pią 25 Sty, 2008 18:21 Fundusze emerytalne przecież państwowe chyba nie są? Fundusze kupują za nasze pieniądze obligacje rządowe (w Polsce jest to obowiązkowe). Edwill - Pią 25 Sty, 2008 20:13 Nadal gubimy się w pomysłach, bo to jest trudny temat nawet dla ekonomistów. Wydawałoby się, że najbogatsze kraje nie powinny być tak straszliwie zadłużone. Co się dzieje i jakie jest z tej sytuacji wyjście, jeżeli wogóle jest to możliwością. Chiny mają astronomicznie wysoką nadwyżkę w handlu międzynarodowym, ale chyba to nie one są aż tak znacznym pożyczkodawcą. Edwill - Pią 25 Sty, 2008 22:37 Konsumpcja ma ożywić gospodarkę USA Administracja George'a Busha i Kongres uzgodniły plan nadzwyczajnych posunięć, dzięki którym w kieszeniach Amerykanów ma pozostać więcej pieniędzy. Rosnąca konsumpcja ma uratować zagrożoną recesją gospodarkę USA. Plan zakłada przyznanie ulg podatkowych dla obywateli na łączną sumę 100 mld USD i dla firm na 50 mld. Od wiosny osoba żyjąca samotnie może liczyć na ulgę 600 dolarów (rocznie - red.), małżeństwo na 1200 i po 300 dolarów na każde dziecko. Łącznie specjalne czeki otrzyma jednorazowo 117 mln rodzin. W ciągu niecałego tygodnia rząd, demokraci mający większość w Kongresie i republikanie będący w mniejszości zdołali się porozumieć w sprawie doraźnych posunięć mających sprzyjać wzrostowi gospodarczemu. Plan ma zostać zatwierdzony do połowy lutego. Według ministra finansów Henry'ego Paulsona, który negocjował porozumienie, „jeśli wszystko pójdzie dobrze, będziemy mogli wystawiać czeki w maju". Nie wiadomo tylko, czy Kongres posłucha swych przywódców. Plan, prócz czeków, podwaja sumę ulg podatkowych, o które mogą się ubiegać małe firmy na zakup nowych maszyn i wyposażenia. Przewiduje też reformę systemu pożyczek na kupno nieruchomości i inne formy pomocy właścicielom domów w refinansowaniu ich kredytów. Plan przyjęto z zadowoleniem, ale analitycy uprzedzają, że może dać owoce za późno i nie uda się uniknąć recesji. – Danie pieniędzy konsumentom to najlepszy sposób ożywienia gospodarki – uważa prof. Peter Morici z Uniwersytetu w Maryland. Nie wiadomo tylko, ile zostanie wydane, a ile pójdzie np. na spłatę długów czy trafi do depozytów bankowych. Źródło : Rzeczpospolita - 25-01-2008 MS - Sob 26 Sty, 2008 21:39 Zbigniew - Sob 26 Sty, 2008 21:49 (...)to kompletnie nie rozumiem dlaczego USA dają się tak bezkarnie okradać ?(...) Wytłumacz laikowi o co chodzi. MS - Sob 26 Sty, 2008 22:01 bateria helska - Sob 26 Sty, 2008 23:49 Hmmm. Chińczycy nie dysponują, póki co, high-tech-iem z najwyższej półki, więc nie mogą konkurować z nim na rynku amerykańskim. Nowe technologie "made in China" trafiają na rynek amerykański za pośrednictwem korporacji, które wybudowały fabryki w Chinach ze względu na tanią siłę roboczą i chęć usadowienia się zawczasu na coraz bardziej chłonnym rynku wewnętrznym. Chińczycy już dawno wykosili jankeski przemysł tekstylny, a do tego nie trzeba wykradać planów F-22. Co nieco na zbliżony temat - z wyraźnym "utuskiwaniem": http://www.usatoday.com/m...ina-risks_N.htm MS - Nie 27 Sty, 2008 00:02 Hmmm. Chińczycy nie dysponują, póki co, high-tech-iem z najwyższej półki, więc nie mogą konkurować z nim na rynku amerykańskim. (..) Ale potrzeba ukraść technologię przemysłową wcale nie do zastosowań militarnych, bo to raczej USA nieźle chroni, więc im ten hajtech nie jest potrzebny. A transfer technologii był (pewnie jest dalej) ogromny. Oczywiście prawo o przejmowaniu zakładów też robi swoje. bateria helska - Nie 27 Sty, 2008 00:30 Dell, Ford, Nike i Black&Decker przywieźli tę technologię razem z logo - więcej, są żywotnie zainteresowane sprzedażą nowoczesnej technologii po konkurencyjnych cenach (możliwych dzięki niskim kosztom wytwarzania). Dodam jeszcze, że "KFC has more than 1,600 outlets and is China's largest restaurant chain. McDonald's Corp. has some 760 Chinese branches." http://findarticles.com/p...40/ai_n16498008 Proponuję nie iść dalej tym tropem, bo dojdziemy do bajki o złych Chińczykach (którzy nie mogą kupić wszystkiego na najliberalniejszym ponoć rynku, choć chcą zapłacić najwięcej - vide decyzja Kongresu w sprawie zablokowania kupna Unocalu przez CNOOC) i dobrych amerykańskich kapitalistach pragnących zaszczepić Chińczykom demokrację pożywnymi fast foodami. bateria helska - Nie 27 Sty, 2008 00:52 I takie trzy cytaty, co prawda z oficjalnej chińskiej tuby propagandowej "China Daily", ale z podaniem konkretnych faktów i liczb: Chinese oil reserve to quadruple in three years. China hopes to have 12 million tons of strategic oil reserves by the end of 2010, said Chen Deming, deputy director of the National Development and Reform Commission (NDRC), the Shanghai Securities News reported today. Current strategic oil reserves are recorded at between two and three million tons. The NDRC hopes to quadruple this number by the end of 2010, said Chen, speaking at the 8th US-China Oil and Gas Industry Forum which was held September 9-11 this year in San Francisco, California, the United States. China proposes US$200b for new investment agency. China's government unveiled plans Wednesday to inject US$200 billion into a company meant to invest part of its foreign reserves abroad, giving the first official sign of the size of what will be one of the world's richest investment funds. US should open up to more China investment According to statistics from China's Ministry of Commerce and the National Bureau of Statistics, China's direct investment in other countries and regions was $57.2 billion by the end of 2005 while the figure from the State Administration of Foreign Exchange was $64.5 billion. Considering the fact that many investments are not officially registered, the actual overseas investment from China could well be larger than the government figures. Within the official figure, Chinese direct investment in the US was a modest $823 million at the end of 2005. For Chinese investors, the US is an attractive destination, not only for its huge market, but also for diversified resources like cotton, timber and grain. Yet, Chinese investors have experienced numerous obstacles when they try to invest in the US. When CNOOC, China's largest offshore oil and gas producer, tried to acquire the US energy company Unocal in 2005, and Lenovo, China's giant in computer technology, bought the PC line of IBM the same year, both Chinese companies felt huge pressure from the US public and interest groups as well as the government in CNOOC's case. Chinese companies encounter more barriers when they try to penetrate the US financial sector. For more than a decade, Chinese banks have repeatedly been denied permission to set up branches in the US. In contrast, more than 100 business outlets and offices of US banks now operate in China. The US insurance market is also closed to Chinese investors. Many US states stipulate that only foreign insurance companies with existing operations in other states can open businesses or set up branches. Such stipulation makes it mission impossible for foreign insurance companies to gain a foothold in the US market. Ech, te smutne fakty... Najwyraźniej Jankesom potrzeba Balcerowicza. Edwill - Pon 28 Sty, 2008 04:13 Trudno jest doradzić coś dobrego wiodącej prym ekonomii w świecie. Miejmy nadzieję, że sami wymyślą jakieś wyjście z kłopotów. To pomogłoby reszcie świata. Ostatnie zawirowania na Giełdach były spowodowane m. in. przez maklera francuskiego okradającego od lat bank w którym pracował. Niezwykła historia: http://www.rp.pl/artykul/87637.html Edwill - Pon 17 Mar, 2008 20:28 Dzisiaj akcje drugiego banku Bear Stearns w USA ($3,5 miliardów) spadły z $169 kiedyś do $2. Wyobrazić trzeba ból inwestorów, którzy stracili ostatnio 85% swoich oszczędności. Prezydent Bush pociesza, że ekonomia USA jest na zdrowych nogach; jednak giełdy dokoła świata reagują nerwowo i akcje wszędzie spadają. klapaucjusz - Pon 17 Mar, 2008 22:37 Nogi może zdrowe, ale głowa chora Jeśli USA będą toczyć wojny, zadłużać się po uszy i lekceważyć inflację u siebie, jeśli pozwolą na ubożenie klasy średniej i zbyt duże różnice społeczne, jeśli nadal receptą na każdy kryzys będzie dla nich dodruk zielonych papierków - to zaklęcia żadnego prezydenta nie pomogą. Edwill - Wto 18 Mar, 2008 02:54 Zgoda. Sytuacja super-mocarstwa jest kłopotliwa pod wieloma względami, lecz przeciętny Joe Smith nie zdając sobie z tego sprawy i has good time - bawi się wesoło. Amerykanie to b. pracowity i przedsiębiorczy naród; zawsze znajdywali wyjście z trudnych okoliczności. In God We Trust - wierzymy w Boga - to ich motto. Trapp - Wto 18 Mar, 2008 07:46 Nogi może zdrowe, ale głowa chora Bez nóg może kiepsko ale da się żyć, ale bez głowy Półkownik - Wto 18 Mar, 2008 08:49 Bez nóg może kiepsko ale da się żyć, ale bez głowy Nie wątp w cuda i rozejrzyj sie w koło siebie jak sobie niektorzy bez niej dobrze radzą. Trapp - Wto 18 Mar, 2008 12:24 Nie wątp w cuda i rozejrzyj sie w koło siebie jak sobie niektorzy bez niej dobrze radzą. Ale do tego trzeba mieć TAAAAAAAAAAAAAAAAAAKIE plecy Rodak_ - Wto 18 Mar, 2008 12:43 Nogi może zdrowe, ale głowa chora Jeśli USA będą toczyć wojny, zadłużać się po uszy i lekceważyć inflację u siebie, jeśli pozwolą na ubożenie klasy średniej i zbyt duże różnice społeczne, jeśli nadal receptą na każdy kryzys będzie dla nich dodruk zielonych papierków - to zaklęcia żadnego prezydenta nie pomogą. USA miesięcznie na "swoje" wojny wydają 16mld$ miesięcznie. Sprawa się rypła. Paulson: amerykańska gospodarka gwałtownie przygasła Med - Wto 18 Mar, 2008 17:20 In God We Trust Właśnie! MS - Sro 19 Mar, 2008 22:34 Zapytam się ponownie: - w jakiej walucie USA dokonuje zakupów ? - jaką walutą płacą za towary wytworzone w USA ? - co jest "wart" dolar ? (pomocniczo: gdzie stoją maszyny drukarskie ?) więc pytam się, a co to USA obchodzi ? to jest problem Chin, Japonii czy innych Indii lub Arabii. klapaucjusz - Pią 21 Mar, 2008 15:50 otóż jest problem i to duży amerykanów. Coraz więcej państw chce przewalutować swoje transakcje i zapewne niedługo to zrobi. M.in. handel ropą na bliskim wschodzie, szczególnie irańską ropą nie będzie się odbywał w dolarach. To tylko decyzja polityczna, więc TO JEST problem ameryki, aby nie została podjęta. Bo wtedy to nie u nich będą stały maszyny drukarskie, tylko dajmy na to we Frankfurcie lub Teheranie. A co do Chin - wystarczy jedna ich decyzja o upłynnieniu, przynajmniej częściowym kursu, lub o wymianie części rezerw na Euro i dolar pikuje ponownie. Import podrożeje amerykańcom jeszcze bardziej, i to w dużej mierze import konsumpcyjny, pójdzie drożyzna i poziom życia w USA bardzo mocno spadnie. Zadłużenie wewnętrzne państwa i życie na kredyt milionów Amerykanów to też ich problem, a nie czyj inny. Kiedy przychodzi moment to pay the bills, a właśnie taki nadszedł, stagnacja jest nieunikniona. PKB na głowę mieszkańca już spada, zamiast rosnąć. A w międzyczasie Chiny rosną 10% rocznie. Moja skromna diagnoza jest taka - wielkiego krachu nie będzie, po prostu USA nie będą się rozwijały zbyt szybko i będą doganiane przez resztę świata. Przynajmniej do momentu w którym przestaną wyrzucać kasę na lewo i prawo a ich mieszkańcy nie przestaną żyć na kredyt. Świat ma już dość pustych zielonych papierków. W międzyczasie urosną nowe potęgi - przede wszystkim Chiny i Indie, które za jakieś 50 lat będą miały zdecydowanie większy potencjał. To się nie stanie w mgnieniu oka. Ot, stopniowe nadrabianie dystansu. Psuj - Pią 21 Mar, 2008 17:03 Tani dolar to dużo amerykańskich artykułów sprzedawanych za granicę; nie ignorowałbym tego faktu. Dolar z czasem zdrożeje, a artykuły, głównie elektronika, staną się przestarzałe... I czyje będzie na wierzchu? obecny - Pią 21 Mar, 2008 20:27 Psuj, Dobra diagnoza. Po za tym zastanawialbym sie nad polityka USA wzgledem spadku dolara, czy nie jest czasem celowa. Sam sprowadzam spret z USA bo jest tanio, ludzie wybieraja sie za ocean na zakupy, nawet polacy. Więc coś w tym jest. MS - Wto 25 Mar, 2008 22:47 Klapucjuszu: - handel ropą z USA dalej będzie się odbywał w $ więc dla sytuacji ekonomicznej USA reszta ma małe znaczenie; - po jakim kursie Chiny będą upłynniać rezerwy i w co je będą lokować ? - spadające PKB w USA to na razie jest dowcip, a nie fakty ? =================================== Odnośnie tematu, to wile wskazuje, że już od roku główni gracze wiedzieli co się dzieje i zamykali pozycje na $ a otwierali na złocie, to raz. Już do 2 lat banki europejskie najprawdopodobniej sztucznie pomagały utrzymać wartość dolara (chyba jedynie w celu wydojenia frajerów z Azji) to dwa. Spadek wartości dolara względem innych walut, to łatwy sposób na redukcję zadłużenia zagranicznego przez USA to trzy. klapaucjusz - Sro 26 Mar, 2008 01:16 Już odpowiadam - nie, handel ropą z USA też ma się odbywać w walucie miejscowej giełdy (dajmy na to w Euro czy jakiejś planowanej wspólnej walucie dla Arabii. Właśnie na tym polega różnica. Nie wiem po jakim kursie, ale najpierw rzucą na rynek biliony dolarów z rezerwy. Ewentulanie radykalnie zmniejszą popyt na dolary. Czyli amerykanie stracą podstawowe źródło finansowania swojego deficytu w handlu. Nie, nie dowcip. Globalnie PKB w USA jeszcze rośnie, ale np. PKB per head w ostatnich kwartałach malało. Polecam artykuły z niedawnych wydań economista (dostępne na necie, niestety tylko po angielsku, może dla niektórych będzie to problemem) Dodajmy jeszcze do tego, że różnice majątkowe w społeczeństwie amerykańskim ciągle się zwiększają, więc tempo PKB oscylujące wokół 0 oznacza bogacenie się głównie grup bogatszych, a ubożenie szerszych, biedniejszych. Rachunkowo na zero, ale kapitał społeczny, a więc i przyszły potencjał wzrostowy, maleje. O poziomie życia ludzi nie wspominając. Dodajmy do tego, na przestrzeni ostatnich lat ogromna część wzrostu PKB w USA dokonała się dzięki dłuższym godzinom pracy, a nie tylko np. wzrostowi produktywności. Wydajność na godzinę pracy przeciętnego Niemca jest ponoć wyższa niż Amerykanina, ale Niemcy nie wytwarzają tyle PKB, bo mniej pracują. Jednak wzrost godzin pracy nie może odbywać się bez końca, Amerykanie doszli już w tym do ściany. Jak to ktoś ładnie ujął, większość Europejczyków pracuje, by żyć, a Amerykanie żyją, by pracować. Te rezerwy są już wyczerpane. Choć owszem, tani dolar to poprawa bilansu handlowego z resztą świata - i o to chodzi. Jednak amerykanie zapłacą za to m.in. drożyzną towarów importowanych, zmniejszeniem przewagi kapitałowej nad pozostałymi gospodarkami, etc. Ot taki mechanizm samoregulacyjny. Każda rzecz ma swoje plusy i minusy. MS - Czw 27 Mar, 2008 08:00 klapucjuszu a po jakim kursie i u kogo Chiny te dolary wymienią ? (podpowiadam,że od Brenton-Woods odszedł już chyba Nixon) Od kogo USA importują towary i jaki jest mechanizm ustalania kursów walut w tych krajach ? A z tym wzrostem to jest czy go nie ma bo coś strasznie kręcisz BTW napisz mi jak się liczy "produktywność" bo mnie ten wskaźnik zawsze doprowadza do szewskiej pasji. klapaucjusz - Czw 27 Mar, 2008 23:45 MSie PKB całości gospodarki a PKB na głowę mieszkańca to nie jest przecież trudne rozróżnienie. Całkowity produkt gospodarki amerykańskiej statystycznie rośnie (np. w IV kwartale zeszłego roku aż o imponujące 0,6% ). Ale Amerykanów też jest coraz więcej (przyrost naturalny, imigracja). Statystycznie więc, na jednego przypada coraz mniej produku (zielonych/dóbr materialnych wszelakich/niepotrzebne skreślić). Amerykańska gospodarka jest nieco większa, ale amerykanie coraz biedniejsi. Nietrudne, prawda? Chiny wymieniają dolary po stałym, przez siebie de facto ustalonym kursie. Gdyby go uwolniły, dolar natychmiast by spadł w stosunku do ich pieniądza. Wystarczy jedna polityczna decyzja i chińskie towary, masowo kupowane przez amerykanów będą dużo droższe, pauperyzując mieszkańców USA. Inna decyzja, o przewalutowaniu rezerw, czyli de facto rzuceniu na rynek walutowy dużych ilości kapuchy spowoduje spadek kursu tejże kapuchy do wszystkich innych walut (bo podaż wzrośnie, a popyt nie). Czyli import zdrożeje dla nich ponownie. Pomoże to im w eksporcie, ale podbije inflację dodatkowo. No i skończy się chyba definitywnie okres hegemonii ekonomicznej USA. Co to za problem z tą produktywnością? Średnia wartość tego, co pracownik wytwarza w danym kraju w ciągu jednostki czasu (godziny/dnia, łorewer). Edwill - Pią 28 Mar, 2008 15:01 Liderzy USA napewno zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa Chin - supermocarstwa. Chowają jednak głowę w piasek. Czyżby ta sytuacja była już bez wyjścia? Komuniści chińscy pod pozorem uśmiechów i gadce o umiłowaniu pokoju robią systematycznie "swoje". Myślę tu o ich polityce w sprawie Taiwanu i ostatnio zniewolonego Tybetu. MS - Pon 31 Mar, 2008 07:44 Klapocjuszu: 1. produktywność informuje jedynie za ile wyprodukowany towar udało się sprzedać, a nie ile i jakich wyprodukowano (było już wałkowane w jakimś wątku o UPR). Dla mnie to kompletna bałamutność gdy stosujemy ogólnie pożyteczne do pewnych wąskich zastosowań. 2. Sam prawie to napisałeś, Chiny rewalutując rezerwy dostają strasznie w du.pę. 3. Napiszę wyraźnie, tak długo, jak z USA można handlować jedynie w $, to USA mają mocno w du.pie słabość waluty, bo to ich nie dotyczy Rodak_ - Pon 31 Mar, 2008 09:30 @MS napiszę krótko, bo próbujesz wszystkim wmówić, że w USA z gospodarką jest wszystko w porządku. Zdaniem większości ekonomistów gospodarka USA już znajduje się w okresie recesji, spowodowanej głównie kryzysem na rynku kredytów hipotecznych. Spada konsumpcja, rosną ceny benzyny wskutek rekordowych światowych cen ropy naftowej, wielkie korporacje ograniczają zatrudnienie, a giełda papierów wartościowych dołuje od wielu tygodni. Po za tym mylisz produktywność pracy (przypisując jej definicję wziętą z wydajności) z wydajnością pracy, która zależy od wielkości produkcji wyrażonej w wartości pieniężnej. Stagnacja w USA jest wyraźna, co przyznaje nawet prezydent Bush, co do recesji mogę się zgodzić, że jest dyskusyjna. Po za tym temat nie jest wart dyskusji, bo to amerykanie płacąc parę lat temu po 10$ muszą teraz płacić po 110$ za baryłkę, równocześnie będąc największym na świecie importerem ropy. klapaucjusz - Pon 31 Mar, 2008 20:12 MSie, Chiny rewaluując walutę dostaną z jednej strony po dupie, ale z drugiej pozbywają się bezwartościowych papierków, zanim one staną się jeszcze bardziej bezwartościowe. No i tu nawet nie chodzi o to czy to zrobią czy nie. Mogą jednak użyć tych rezerw jako swoistego szantażu - robicie, amerykany, czego od was oczekujemy, albo powodujemy skokowe zubożenie waszego społeczeństwa. Każdy rząd postawiony przed widmem drożyzny we własnym kraju pójdzie na ustępstwa. Rodak świetnie napisał - ropa parę lat temu po 10$, teraz po 110$. I co z tego, że USA handlują w dolarach. Drukują pusty pieniądz, to traci on na wartości. Szybciej, niżby to się niektórym zdawało. Żeby USA nie obchodziła podaż własnego pieniądza, nie tylko musiałyby zapewnić sobie handel w dolarach, ale jeszcze sztywne ceny importu. Dolar z waluty-rezerwy światowej stałby się drugim rublem transferowym. Po drugie, pisałem już - rynek ropy i surowców energetycznych w ogóle, jeden z najważniejszych dla USA, w ciągu kilku lat najprawdopodobniej od dolara odejdzie. Definicje produktywności czy wydajności - a kij z tym. Ważne, że porównywalne wskaźniki były wyższe w Niemczech niż w USA i to jeszcze parę lat temu, kiedy z grubsza biorąc 1$ = 1 Euro. W tej chwili te wskaźniki spadły prawdopodobnie jeszcze bardziej na niekorzyść USA i to mocno spadły. MS - Pon 31 Mar, 2008 20:33 No dobra, Post się skończył więc odrobina frajdy mi się należy: Rodak: 1. Gdzie napisałem coś o kondycji amerykańskiej gospodarki, której kondycję diagnozuje podobnie jak profesor Los ? 2. Kto podał taką definicję produktywności, którą nota bene mylę ? 3. Ile lat temu baryłka ropy kosztowała 10 dolarów i jak była inflacja od tamtej pory ? Proponuję czytać ze zrozumieniem, przed napisaniem czegoś pomodlić się jak pewien mnich radził. Klapucjuszu: 1. Chiny zamykając pozycję na $, ponoszą dużą stratę, a tak mogą cały czas liczyć na przejęcie jakiegoś kawałka gospodarki USA (tak jak arabowie City), więc nie wiem czy to im się tak opłaca. Trochę to przypomina bombę atomową, niby potężna a jednak praktycznie nie do użycia. 2. Rodak w swoim ostatnim poście napisał sporo głupot, więc radzę ostrożnie się na niego powoływać. 3. USA drukuje pusty pieniądz od czasów Nixona i cały czas piramida działała. 4. Odnośnie ropy, to pytanie pomocnicze, kto ma jedne z większych rezerw złóż ropy i z nich nie korzysta ? Tyle przyjemności. Poważnie to rząd USA ma spory problem, gdyż deficyt napędza konsumpcja indywidualna (bo jakiś czas temu rząd się zrównoważył, a zadłużenie dalej rosło), a jej ograniczenie spowoduje duuuużą recesję. Trwa więc spór jak z tego łajna wyjść, aby przez przypadek nie powtórzyć drogi Japonii (jeżeli chodzi o banki). W przeciwieństwie do NBP tam bank centralny woli dbać o gospodarkę niż o walutę, bo chcąc ochronić wartość dolara powinien "schładzać" gospodarkę klapaucjusz - Pon 31 Mar, 2008 20:44 Piramida działała - do czasu. Drukowanie pustego pieniądza i zadłużanie się po uszy zawsze działa. Zawsze do czasu. z pamięci to baryłka kosztowała 10$ około 10-15 lat temu (może minimalnie dawniej). Inflacja od tamtego czasu była spora, ale 1000% raczej nie sięgnęła MSie, nie zadawaj samych pytań, ale dyskutuj z argumentami. Twoje pytania (nawet jeśli w części słuszne) nie naruszają argumentów. Na Rodaka też powołuję się tam, gdzie powołać mi się podoba. FED igra z ogniem ,może mu się udać, ale może wejść w ślepą uliczkę stagflacji. Jego pole manewru zmniejsza się z każdą decyzja o obcięciu stóp. Ratowanie sektora finansowego i poszczególnych, źle zarządzanych, wręcz oszukańczych instytucji nie oznacza ratowania całej gospodarki ( a może nawet jej szkodzić). Konia z rzędem temu, kto w takim przypadku wie gdzie znaleźć granicę między ratowaniem tego co się da w krótkim okresie a szkodzeniem sobie w długim. Trapp - Pon 31 Mar, 2008 23:29 z pamięci to baryłka kosztowała 10$ około 10-15 lat temu (może minimalnie dawniej). Około 10 lat temu a może i mniej, kryzys rosyjski - chyba w 98 r. - był też tym spowodowany MS - Wto 01 Kwi, 2008 07:37 ()z pamięci to baryłka kosztowała 10$ około 10-15 lat temu (może minimalnie dawniej). Inflacja od tamtego czasu była spora, ale 1000% raczej nie sięgnęła 1.Zamiast pisać z pamięci posiadając dostęp do netu możesz to sprawdzić (czas mniej niż 60 sek). 2. Od ponad 20 lat baryłka nie kosztowała 10$. 3. Pomiędzy 10 a 15 $ jest 50% różnicy, więc odrobinę precyzji poproszę. klapaucjusz - Wto 01 Kwi, 2008 23:05 W roku 1999 chwilami nawet poniżej 10 $, jeśli chodzi o precyzję. Zanim wykażesz komuś niezgodność z faktami, sam sprawdź fakty. Tak czy inaczej, wzrost cen ropy był wielokrotnie wyższy niż inflacja w USA i wyższy niż w stosunku do innych walut. O to chodzi, a nie o to czy ropa w latach 90tych kosztowała 10 czy 20 $. Piramida działa, dopóki świat w tą piramidę wierzy. W momencie jak przestaje ją akceptować, upada. MS - Sro 02 Kwi, 2008 17:38 W roku 1999 chwilami nawet poniżej 10 $, jeśli chodzi o precyzję. Zanim wykażesz komuś niezgodność z faktami, sam sprawdź fakty. Faktycznie moja wina, zawierzyłem Wiki, która okazała się niedokładna. Precyzyjnie to ropa poniżej 10$ (cena średnia z miesiąca, a nie lokalne minima) była przez 3 miesiące grudzień 1998-luty 1999 źródło tych danych. Więcej ciekawych danych znalazłem tutaj, łącznie z porównaniem uwzględniającym siłę dolara w 2006 (ciekawe jak to policzyli ?) klapaucjusz - Sro 02 Kwi, 2008 18:58 Msie, przyczyny tego kryzysu są "szerokie i głębokie", wiadomo że to nie jest jedna kwestia. Swoje dokładają i ceny ropy, i konkurencja przemysłowa z Chin, i wewnętrzne problemy USA (rosnąca rozbieżność między najbogatszymi i klasą średnią, faktyczne zubożenie tejże; ogromne straty wskutek fatalnej polityki kredytowej). Fachowcy znaleźli by pewnie jeszcze sto innych powodów. Ty twierdziłeś, że dopóki USA płacą w dolarach nie muszą się przejmować ceną swojej waluty. A to nieprawda. Widać wyraźnie, że ceny światowe, wyrażone w dolarach, mogą się drastycznie podnieść, co dla poziomu życia w USA ma duże skutki. Porównanie "bomby" rezerw walutowych do bomby atomowej ciekawe, ale z kilku powodów chybione. Primo. Bombę atomową miały oba państwa. Tą ma tylko jedno. Nie działa więc równowaga odstraszania, Chiny będą kierować się jedynie opłacalnością takiego kroku. USA nie ma jak odpowiedzieć im na takie posunięcia. Due. W przeciwieństwie do bomby atomowej, tą broń można racjonować i stosować po cichu, bardziej przypomina zatruwanie wody pitnej w oblężonym mieście niż Big Bang z efektownym grzybkiem. Chiny nie muszą wymieniać rezerw W JEDNYM POSUNIĘCIU. Nie muszą tego głośno światu obwieszczać. Wystarczy, że inwestują coraz więcej zielonych w swoich funduszach państwowych na całym świecie. Od nich tylko zależy, ile zostawią w kieszeni, a ile cichaczem wpuszczą w światową gospodarkę. Dla Ameryki to może oznaczać nawet większą konkurencyjność, ale prawie zawsze kosztem poziomu życia w USA. To nie jest tak, że tylko Chiny mają problem z "piramidą". USA też są częścią tej piramidy - właśnie dlatego, że płacą w dolarach. Są więc w taki sam sposób emitentem "piramidy", jak i jej wierzycielem. krach tej piramidy, to i ich krach. Gdyby Chiny uwolniły kurs swojej waluty, inflacja w USA wzrosłaby skokowo. Nie wiem czy np. perspektywa 10% zubożenia danego społeczeństwa w ciągu roku to jest ciekawa perspektywa. Wydaje mi się że Chiny przyjęły bardzo ciekawą taktykę - nie wykonują nerwowych ruchów, co powoduje że utrzymują gospodarkę USA na sztucznym cugu (za pomocą taniego chińskiego importu). Stany zjednoczone odwdzięczają im się płacąc miliardy i biliony towarów za import. Chiny rosną jak na drożdżach, natomiast USA może się ze swoich problemów jeszcze wykaraskać. Gwałtownego krachu nie będzie, ot po prostu powolne usuwanie się z pozycji gospodarczego lidera świata. A ponieważ symbioza i kupowana taniocha zobowiązuje, za bardzo nie protestują. Poddają się w pewnym sensie z dobrej woli. wszyscy są uśmiechnięci i zadowoleni, handel kwitnie, cały świat się rozwija. Gdyby jednak USA zaczęło wykonywać gwałtowne ruchy, Chiny mają "polisę ubezpieczeniową" pozwalającą swojego partnera rozłożyć na łopatki dosłownie w ciągu godzin. "Dobry wojskowy zwycięża wroga bez walki, zajmuje miasta bez oblężenia i w krótkim czasie zdobywa kraj. Odnosi zwycięstwa, nie trudząc żołnierzy". Napisał to niejaki Sun Tzu. Dobre 500 lat przed Chrystusem. Aż chciałoby się dodać - wyśmienity to dowódca, który niweczy przewagę wroga dzięki jego przyzwoleniu i współpracy... Psuj - Sro 02 Kwi, 2008 19:12 Na ten temat polecam artykuł Tomasza Gabisia z zimowego "Nowego Państwa"; co prawda nie do końca zgadzam się z jego wymową, ale pozwala na spojrzenie na słabnącego dolara ze strony mniej "uczęszczanych" aspektów. klapaucjusz - Sro 02 Kwi, 2008 20:59 a można to gdzieś dostać w całości albo choć w skrócie? Na stronie NP nie znalazłem, może słabo szukałem Psuj - Sro 02 Kwi, 2008 21:05 a można to gdzieś dostać w całości albo choć w skrócie? Ja kupuję w Empiku; jeden artykuł zapewne można przeczytać na miejscu... klapaucjusz - Sro 02 Kwi, 2008 21:31 kupić to i ja mogę, te 15 zeta pikuś, ale czy zimowe jeszcze będzie do dostania? Psuj - Sro 02 Kwi, 2008 22:16 te 15 zeta pikuś, ale czy zimowe jeszcze będzie do dostania? W zeszłym tygodniu było. I to po 12. Edwill - Sro 08 Paź, 2008 12:23 Teraz nie ma już żadnych wątpliwości, jest recesja i to najgorsza od 1929 roku. Media na pierwszych stronach piszą o chciwości, korupcji, nieodpowiedzialności i braku kontroli Wall Street, oraz jej kumoterskich powiązaniach w Waszyngtonie. Potwierdzili to samo we wczorajszej debacie kandydaci na urząd prezydenta USA. Amerykanie są zawiedzeni i wściekli widząc jak topnieją ich oszczędności i fundusze emerytalne, które w ostatnich 15 latach straciły 3 tryliony USD. USA w ciągu ostatnich 9-ciu lat podwoiły swoje zadłużenie wynoszące obecnie już ok. 10 trylionów USD. Jak widzimy, odbiło się to b. dotkliwie na ekonomiach całego świata. Wszyscy z zapartym tchem i przerażeniem śledzą tragiczne wydarzenia i niestety mogą tylko śledzić... bateria helska - Sro 08 Paź, 2008 12:34 Kapitalizm z bardzo ludzką twarzą? P.S. Recepta na uzdrowienie jest bardzo prosta - trza im posłać Balcerowicza, który jest takim geniuszem, że w ogóle nie dostrzega kryzysu, więc poradziłby sobie w osiem minut i siedemnaście sekund. I jeszcze taki kwiatek: Państwo przejmuje banki w Wielkiej Brytanii Pomoc dla stoczni w kłopotach jest be, ale dla banków, cóż... Hegemon - Sro 08 Paź, 2008 13:58 3 tryliony USD Po naszemu to biliony (10^12). Też dużo. http://en.wikipedia.org/wiki/Long_and_short_scales Edwill - Sro 08 Paź, 2008 20:01 Masz rację Heg. Ciekawe kto i kiedy pokręcił znaczenie tych słów. Nawet w UK billion znaczy to samo co w Polsce i Niemczech (1,000,000,000,000) ale w USA, Kanadzie, Francji i krajach płd. Europy to jest trillion. A mego "trylion" nigdzie nie ma... Musimy sobie pożartować, bo inaczej można wpaść w depresję patrząc co się dzieje dokoła. jowita - Czw 09 Paź, 2008 01:58 Ponad cztery lata temu na tym forum przepowiedziałam upadek finansowy i polityczny USA. Teraz już nie ma co próbować ratować swych marności. Zamiast utuskiwać na złych kapitalistów, platfusów, spekulantów, Żydów, masonów ect. trzeba zbudować zdrowy system gospodarczy oparty na powiązaniach lokalnych (lokalizm zamiast globalizmu). Taki oddolny zbudowany przez i dla ludzi najsłabszych; vide: cisi posiądą ziemię Gawara - Czw 09 Paź, 2008 09:34 Co teraz zrobić?? Kasę z banku wycofać ?? W co zainwestować ?? Gdzie uciekać ? Jakieś pomysły ?? ps. Czy już kupiliście jedzenie z dłuższą datą przydatności do spożycia ?? Że tak zapytam przewrotnie .... jowita - Czw 09 Paź, 2008 13:59 jedzenie z dłuższą datą przydatności do spożycia Tak. Zbigniew - Czw 09 Paź, 2008 19:22 ps. Czy już kupiliście jedzenie z dłuższą datą przydatności do spożycia ?? Że tak zapytam przewrotnie .... Pytanie wcale nie wydaje mi się przewrotne. Rozmawiałem na ten temat całkiem serio z moim szwagrem - rolnikiem. Trochę z racji kryzysu, trochę z racji głupizny cenowej w sklepach przeszliśmy już prawie od roku na rozliczenie wewnetrzne po wewnętrznych cenach podstawowych środków żywnościowych (mięcho) w ramach rodziny: to on. W najbliższym czasie przechodzimy na całkowite uniezależnienie od energii (warzywa, okopowe, biodiesel i opał ekologiczny: to ja. Nadwyżki oczywiście na sprzedaż. W samym domu "bieżące zapasy" (cukier, sól mąka, kasze itp. środki trwałe) i u mnie, i u niego są zwielokrotnione mniej więcej pięciokrotnie. Trochę to niekiedy głupawo wygląda gdy podjeżdżam do kasy ze zgrzewką ryżu, czy kaszy. To jednak w miom wypadku nie ma znaczenia. Chcę na ile potrafię określić ryzyko zabezpieczyć się na "pierwszy ogień" przed jakąś sytuacją szokową rodzaju paniki w sklepach i wywołanej tym świracji cen. Od pewnego czasu obydwaj kombinujemy jakby tu kupić za rozsądne pieniądze działający agregat Stirlinga żeby całkowicie się uniezaleznić jeszcze od energii elektrycznej. To jednak pomijając sam zakup agregatu są dość duże pieniądze. Ostatnie cuda naszej "Energ'y" skłaniają nas jednak do przyśpieszenia działań w tym kierunku. Czas pokaże co z tego wyjdzie. porciak - Czw 09 Paź, 2008 19:54 Po pierwsze medialny krzyk wokol calej sprawy nie jest proporcjonalny do problemu, a chodzi o to, aby m.in. spadly akcje, ktore zostana kupione za bezcen przez rekinow na rynku. Po drugie pomimo aury strachu przecietny czlowiek na tym skorzysta: tansze paliwo, kanszy kredyt. Oczywiscie nadzatrudnienie w bankach czy nadprodukcja samochodow spowoduje zwolnienia, ale jest to naturalne zachowanie rynku. Po trzecie: Ci sami ludzie co doprowadzili do "kryzysu" teraz maja go naprawiac ? Przeciez to jakas bzdura. Jak prezes firmy, ktory doprowadzil do jej bankructwa teraz nagle zna recepty na wyjscie z kryzysu ? Tez "kryzys" to taka sama manipulacja medialna co " wirus ptasiej grypy " ( gigantyczne zyski firm farmaceutycznych ) , medialna nagonka na kolejne "huragany" ( zyski firm paliwowych ) i wiele innych. Proponuje wylaczyc telewizor - to czyni cuda ! porciak - Pią 10 Paź, 2008 09:49 Od wiekow panuje na swiecie niepisana zasada: nie mozna stac sie bogatym ( poza niewielka liczba przypadkow potwierdzajaca regule ) nagle i bez pracy. Ciezko uczciwie pracujac dochodzi sie do bogactwa stopniowo i powoli. . Ten "kryzys" to po prostu normalne wyrownanie rynku: zlodzieje ( spekulanci gieldowi, banki, menagerowie, chciwi ubezpieczyciele ), ktorym wydawalo sie, ze moga w 1 rok miec 100% zysku, po prostu przegrali. Sztuczne nadzatrudnienie w bankowosci i innych sektorach musie sie NATURALNIE zredukowac. Ci ktorzy zainwestowali w gielde liczac na szybkie zyski nusza przegrac. Ci natomiast, ktorzy zainwestowali w gielde w dlluszej prespektywie ( np. 10 lat ) nie odczuja nawet tego "kryzysu". . Ad.Edwil. Tak Edwilu przywodcy krajow spowodowali ten kryzys. Premierzy, prezydenci, parlamenty wybierane sa po to aby chronic, bronic, wczesnie ostrzegac przez zarozeniem dla spoleczenstw. W tym przypadku sa oni wspolwinni. I naprawde proponuje wylaczyc telewizor i nie sluchac tych bredni. Emigrant - Pią 10 Paź, 2008 16:41 Ponad cztery lata temu na tym forum przepowiedziałam upadek finansowy i polityczny USA. Zwracam uwagę, że Europa (i nie tylko) najpewniej znacznie dotkliwiej odczuje skutki tego kryzysu niż USA, króre mają nieco mniej zsocjalizowaną gospodarkę. Piotr Kaim - Pią 10 Paź, 2008 16:51 bateria helska - Pią 10 Paź, 2008 17:03 Zaraz, zaraz, mówimy o BANKACH (definicja, proszę), czy o cwaniakach, którzy od lat przepakowują truchła z paczki w paczkę i wypuszczają je na rynek, a jedyną realną generowaną nieustannie wartością jest PROWIZJA? Idea pompowania kasy podatników w banki polega z grubsza na tym - jak to zauważył jeden z brytyjskich komentatorów - że wkrótce ta sama kasa wróci przez te same banki do części potrzebujących podatników - oczywiście, zgadliście, z dopisaną prowizją i na procent. Przypomina to sprawdzony w bardziej ciemnych zaułkach wymuszony manewr z rozmienieniem dwustu złotych na sto. Analitycy, agencje ratingowe, sprzedajne wróżki i cechy magnetyzerów - jedna banda! Arravin - Pią 10 Paź, 2008 23:40 A właściwie, czy jest jakiś kryzys finansowy? Z tego co mi wiadomo, kilka banków straciło tzw. płynność finansową udzielając na prawo i lewo kredytów, głównie hipotecznych, komu popadnie. Poleciało przy okazji parę firm skupujących takie kredyty i zamieniających je w pakiety akcji. Oberwało się także mocno jednemu z głównych ubezpieczycieli w USA, zapewne z tej przyczyny, iż te kredyty ubezpieczał. Czy coś złego by się stało, gdyby te wszystkie instytucje po prostu zbankrutowały – ponosząc zresztą tylko zwykłe konsekwencje swoich błędnych działań? Emigrant - Sob 11 Paź, 2008 22:18 Zgadza się - proponuję powrócić do ustroju Państwa Mieszka albo pójść na całość i skopiować rozwiązania ze starożytnej Sparty. Oni tam nie mieli obligacji ani banków "nastawionych na nieograniczony zysk"... System z zczasów Mieszka I rzecczywście miał pewne zelety, np. pieniądz był wtedy kruszcowy*, a nie taki jak teraz, dzięki czemu władca nie mógł pompować go do gospodarki, ile mu się zechce (co jest podstawową przyczyną obecnego kryzysu, a nie chęć zysku bankierów i spekulantów) * Chociaż, po chwili zastanowienia, nie jestem tego tak do końca pewien... TLMaxwell - Sob 11 Paź, 2008 23:15 Kyrb - Sob 11 Paź, 2008 23:24 Wspomnę o tym, że w takim Egipcie 26 dynastia (saidzka) bodajże w VIII w.pn.e. wprowadziła (z pomocą Graków) zło zwane pieniądzem. No i Egipt musiał polec. Nie inaczej. Edwill - Sob 11 Paź, 2008 23:27 Od czasów Mieszka dzieli nas wiele lat i wydarzeń. Świat się zmienił... Dzisiaj Reuters pisze: IMF warns of financial meltdown as crisis rages - Międzynarodowy Fundusz Monetarny ostrzega o stopnieniu finansów podczas szalejącego kryzysu. http://www.reuters.com/ar...E49992Z20081011 porciak - Nie 12 Paź, 2008 10:47 Od czasów Mieszka dzieli nas wiele lat i wydarzeń. Świat się zmienił... Dzisiaj Reuters pisze: IMF warns of financial meltdown as crisis rages - Międzynarodowy Fundusz Monetarny ostrzega o stopnieniu finansów podczas szalejącego kryzysu. http://www.reuters.com/ar...E49992Z20081011 Stopiły się wyłącznie zera i jedynki w komputerze. Ilość cashu jest taka sama. Znowu straszą ludzi bzdurami. Zbigniew - Nie 12 Paź, 2008 23:28 Edwill - Pon 13 Paź, 2008 02:19 Ta galeryjka rzeczywiście odźwierciedla dramat b. trudnych, dla niektórych tragicznych, czasów. Ten kryzys boleśnie dotyka życia milionów zwykłych ludzi. Bagatelizowanie tej sytuacji jest niepoważne. Miliarderzy i oligarchowie dadzą sobie radę pomimo strat, n.p. taki Lehman w N.Y. który od mianowanych przez siebie CEO itp. dostawał setki milionów USD "bonuses", a teraz zwykli investors w jego banku stracili swoje oszczędności. Rozbój w biały dzień, moi drodzy... Stopiły się wyłącznie zera i jedynki w komputerze. Ilość cashu jest taka sama. Znowu straszą ludzi bzdurami. Ta cash (gotówka) zmieniła tylko posiadaczy, no i to są bzdury w/g niektórych. porciak - Pon 13 Paź, 2008 10:39 Ta cash (gotówka) zmieniła tylko posiadaczy, no i to są bzdury w/g niektórych. Edwilu, gotówka zawsze zmienia posiadaczy. To włanśie w czasach "kryzysu" powstają wielkie fortuny. Mój teść w wyniku telewizyjnej nagonki ostatnich dni sprzedał wszystkie swoje akcje. Ktoś na tym zarobił. Edwill - Pon 13 Paź, 2008 14:26 Zgoda co do tego. Ludzie mający oszczędności, akcje, itp. finansowe instrumenty w bankach nie powinni je w panice sprzedawać, jeżeli nie grozi im atak serca i mogą przeżyć bezsenne noce. Ten kryzys kiedyś przeminie. Pytanie: kiedy Nie wydaje mi się, że jest on sztucznie wywołany, bo obejmuje cały świat. A w udział rządów w takiej podłości (jeżeli tak jest) nie wierzę. Z pewnością są skorumpowani politycy w każdym kraju. W tych najbardziej rozwiniętych również, ale procentowa ilość takich w Danii, lub Kanadzie, jest nieporównywalnie mniejsza niż n.p. w Rosji lub Polsce. Gawara - Pon 13 Paź, 2008 16:32 Bank centralny Ukrainy zakazał wycofywania pieniędzy z lokat http://biznes.onet.pl/2,1842926,wiadomosci.html ZAKAZ PRZEDTERMINOWEGO WYCOFYWANIA LOKAT http://www.tvn24.pl/12692...,wiadomosc.html Czy nam to też grozi ?? Niemcy: rząd przyjął plan ratunkowy dla systemu finansowego http://biznes.onet.pl/0,1842904,wiadomosci.html To teraz Euro powinno polecieć w dół bateria helska - Pon 13 Paź, 2008 19:56 Taa, Edwillu, bajka ruska. Car dobry, tylko stary, ślepy i głuchy. System też świetny. Wszystko to wina pazernych ludzi (czemu nie wskazać ich palcem, osądzić i wsadzić do pierdla, miast rozdzierać szaty i chlipać na zapiecku?). A te trzy zebrane razem do kupy zdania w żaden sposób sobie nie przeczą. Bo przecież lubimy bajki, szczególnie tę o złotej rybce. Zupełnie przypadkowo nie daje się kasy zadłużonym szaraczkom (słynne toksyczne zobowiązania), żeby spłacili swoje długi, zachowując domy, tylko wypłaca się ją wprost bankom, prawda? Banki i fundusze wespół ze służebnym wobec nich państwem odebrały golcom (wraz ze stosowną prowizją) to, co im się i tak nie należało, a potem "zrobiły" klientów-podatników na abstrakcyjną kwotę. Deal stulecia. Wszystko to, oczywiście, najpierw w imię równości praw i statusu, a potem - "ratowania". Cóż, kasa jest najważniejsza, niezbędna i ani przez chwilę nie może być poza kontrolą. A przecież wystarczy, żeby Chińczycy potraktowali dolara tak, jak na to zasługuje i zielonymi papierkami będzie można sobie tanio wytapetować salon. Nie zrobią tego, bo ich skarbiec jest troszku, hm, zielony. Saudyjczycy (drugi filar kredytujący jankeski budżet) nie zrobią tego z innych powodów. Efekt jest więc taki, że FED wygeneruje jakiś wirtualny grosz uzdrowicielski (700 mld, hm, a dlaczego nie od razu 7 bilionów??), którą ściągnie potem od podatników, natomiast realna kasa, póki co, jest drenowana z innych rynków (gdzie trochę żywej gotówki było) poprzez niby-paniczne zwijanie interesów (Iwany dostają po dupsku najbardziej). I na tym, zdaje się, polegał tymczasowy, genialny plan melioracyjny - na zielonych papierkach (pieniądz - uwaga, baczność - światowy) z naniesioną dyskretnie warstwą dobrego, mocnego kleju. mac - Wto 14 Paź, 2008 09:43 Banki i fundusze wespół ze służebnym wobec nich państwem odebrały golcom (wraz ze stosowną prowizją) to, co im się i tak nie należało, a potem "zrobiły" klientów-podatników na abstrakcyjną kwotę. Deal stulecia. Wszystko to, oczywiście, najpierw w imię równości praw i statusu, a potem - "ratowania". Goscie zawolali, ze im sie zabawki popsuly i potrzebuja nowych Jaka euforia od wczoraj, ze Eurokolchoz tez sypnie 1 bilionem euro... Paranoja. Bo trzeba bedzie jeszcze odsetki splacac... Najbardziej podoba mi sie stwierdzenie, ze bankom trzeba pomoc. I pozycza sie od bankow na procent Masz racje baterio - deal, ale nie stulecia a tysiaclecia. Jeszcze nigdy tak wielu nie zostalo wydymanych przez tak niewielu bateria helska - Wto 14 Paź, 2008 11:14 Najbardziej bawi mnie to pitolenie, że "świat finansów musi odzyskać zaufanie ludzi", podczas gdy teraz ostatecznie je traci - razem z władzami państw. I nagle to państwa NARODOWE, a nie EUROSOLIDARYZM, zyskują w cenie - vide myk Wlk. Brytanii wobec islandzkich "terrorystów". Czyli: "kasa to władza, a władza to kasa" oraz "w potrzebie silny schowa ckliwą deklarację do piecyka i jak się odwinie..." W dyskursie mamy postpostmodernizm (w mateczniku humanistycznego liberalizmu ratowanie upadających banków kasą wyrolowanych przez te banki podatników jest bardziej kuriozalne, niż "walka o pokój" czy "zaostrzająca się walka klasowa"). Edwill - Sro 15 Paź, 2008 21:44 Taa, Edwillu, bajka ruska. Car dobry, tylko stary, ślepy i głuchy. System też świetny. Wszystko to wina pazernych ludzi (czemu nie wskazać ich palcem, osądzić i wsadzić do pierdla, miast rozdzierać szaty i chlipać na zapiecku?). A te trzy zebrane razem do kupy zdania w żaden sposób sobie nie przeczą. Bo przecież lubimy bajki, szczególnie tę o złotej rybce. >>> Dobrze doradza The Economist z 15 b.m.: The guilty men of Wall Street - Jail time for financial titans? = Przestępcy z Wall Street (finansowe centrum USA - Edwill) - Czas więzić finansowych tytanów? LIFE must seem terribly unfair right now for Dick Fuld, who headed Lehman Brothers when it filed for bankruptcy last month. Given the willingness of governments around the world to pump money into the banking system in a desperate bid to keep it alive, Mr Fuld must wonder how on earth he became the fall guy, in charge of the only significant firm that was allowed to fail. During testimony before Congress last week, he said that until “the day they put me in the ground, I will wonder” why AIG was rescued and Lehman not.>>> Najprawopodobniej skończy się to tylko na pobożnych życzeniach autora... A szkoda Dałoj s kapitalistyczkimi swołocz! (chyba tak jeśt pa ruski) Szybszy - Sro 15 Paź, 2008 23:33 Gdy byłem na studiach, wszyscy koledzy pchali się na finanse, a mnie zawsze interesowało zarządzanie i wiedziałem że w dłuższym okresie zyskam. Wielu moich kolegów bankierów od paru lat nudzi się robiąc swoją robotę a ten kryzys dodaje im tylko frustrację. Ja mam spokojną rozczochraną bo mam już CV na tyle mocne że w moim zakresie doświadczenia mogę pójść do różnych branż, a kryzys czy spowolnienie nigdy nie dotyka wszystkich branż w tym samym stopniu, a części nie dotyka wcale. Drugi wymiar dywersyfikacji mojego życia zawodowego to własna działalność gospodarcza w kompletnie innej branży niż sam pracuję. Czyli jak to mówią angole (czyli mieszkańcy Angoli), "mieć jajka w wielu koszykach" i opierać się na tym co w głowie a nie na koncie czy funduszu Gawara - Czw 16 Paź, 2008 07:39 mac - Czw 16 Paź, 2008 10:33 Tusk to tez taki ladnie opakowany produkt Ciekawe co bedzie jak wyborcy powiedza: sprawdzam Gawara - Pią 17 Paź, 2008 11:22 Ciekawy felieton Ziemkiewicza : Władza się żre, a tymczasem... http://fakty.interia.pl/f...em,1196270,2789 Kosiarz - Pią 17 Paź, 2008 11:26 Właśnie wkleiłem cały artykuł w odpowiednim dziale http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?p=98211#98211 bateria helska - Pią 17 Paź, 2008 11:46 Natrafiłem na genialny blog (także ze względu na komentarze), na zachętę wklejam jeden tekst w całości: Szwedzka pigułka czyli kastrowanie tłustych kotów Najistotniejszą częścią Planu Paulsona ratowania tłustych kotów na Wall Street na koszt podatnika jest szybkość. To jest, wymagana szybkość zatwierdzenia przez powolny swoim benefaktorom Kongres tego nieprawdopodobnego wyłudzenia publicznych funduszy. Bez tej szybkości Amerykanie mogliby jeszcze zacząć się zastanawiać z jakiej racji właściwie mają dać Paulsonowi czek blanko na ratowanie akcjonariuszy walących się banków. Pomijając już pytanie pomocnicze czy Paulson jest w stanie zarządzać czymkolwiek. Każda jego poprzednia decyzja była przecież błędna a każda poprzednia ocena sytuacji całkowitą klęską. Czyż to nie on od przeszło roku opowiadał, miesiąc w miesiąc, że kryzys jest “ograniczony”? I czy to nie on, stojąc wcześniej na czele Goldmana Sachsa, nie jest współodpowiedzialny za cały ten kryzys? Są jeszcze bardziej intrygujące pytania. Skoro Lehman mógł zbankrutować to czemu nie dać zbankrutować pozostałym tłustym kotom, a za $700 miliardów powołać 7 nowych banków państwowych? Od samego początku, z czystymi bilansami, bez żadnych trupów w szafach, które po pewnym czasie można by było z pompą sprywatyzować. Przecież skoro już idzie się do podatnika po jego pieniądze to musi on coś z tego mieć, i powinien mieć 100%. Jeżeli musi już być socjalizm to niech będzie przynajmniej w czystej postaci, a nie w postaci złodziejskiego rabunku szerokiej publiki w biały dzień przez garść tłustych kotów. Jest jedna przeszkoda na drodze do tego wyłudzenia stulecia – niewygodny precedens. Domagające się $700 miliardowego prezentu od państwa tłuste koty przeoczyły że amerykańskie problemy 2008 są dokładną kopią szwedzkiego trzęsawiska o identycznym pochodzeniu, w nieco większej skali. W 1992 Szwecja była chorym człowiekiem Europy. Po latach luźnej regulacji i po niespotykanej hossie w nieruchomościach cały system bankowy był na krawędzi niewypłacalności. Toczka w toczkę USA 2008. Widząc co się dzieje rząd szwedzki Carla Bildta, konserwatywny zresztą, istotnie wkroczył do akcji robiąc zdecydowany państwowy bailout całego sektora. Czyli w gwarze chłopów drawskich: drzwi obory otworzyć, gnój wwieźć, i drzwi zamknąć. Nie wcześniej jednak zaczął wypisywać czeki za pieniądze podatnika zanim nie złapał banków za – pardon - jaja. Co w gwarze bankowej i nie tylko oznacza złapanie za equity – zajęcie dominującej pozycji w kapitale akcyjnym banków. Czy oznacza to nacjonalizację banków? Ależ oczywiście, drogi czytelniku, to właśnie oznacza! Aby nie było nieporozumień - my w DwuGroszach jesteśmy zdecydowanie po libertariańskiej stronie równania, po stronie czystego kapitalizmu i wolnego rynku. Bankrut pada, korpus jest usuwany, trochę dezodorantu, i po problemie. Ale libertarianizm to troska o prawa i wolności jednostki w pierwszym rzędzie, nie o etatystyczne interesy tłustych kotów parodiujących kapitalizm. Socjalizm i upaństwowienie banków to regres na tej linii, to prawda. Ale jeszcze nie koniec świata. Koniec świata to dopiero zjechanie z tej linii w ślepą uliczkę otwartego rabunku wszystkich przez niewielu aby ratować prywatny, zbankrutowany bu**el. Paulson naciskający na szybkość przyjęcia swojego “planu” nie chce aby Amerykanie, z których większość pewnie nie wie gdzie leży Szwecja, dowiedzieli się że akcja ratunkowa państwa okazała się w pełni udana. Jej koszty wyniosły około 4% PKB, co w proporcji jest całkiem blisko żądanego przez Paulsona $700 mld. Sporą część z tego rząd potem odzyskał z odsprzedaży bankowych brudów. Osiągnął jednak coś znacznie więcej. Coś czego Plan Paulsona nigdy nie osiągnie bo powodowany jest ordynarną chciwością tłustych kotów i ich rachubami na pasywność strzyżonych na łyso lemingów. Usunął mianowicie sytuację moralnego ryzyka. Sytuację jednego tłustego kota w pozycji niekontrolowanego przez nikogo dyktatora, który kupuje na koszt podatnika po określonej przez siebie cenie niechodliwe aktywa innych tłustych kotów. Rząd szwedzki uniknął także sytuacji wyciągania z problemów prywatnych akcjonariuszy zbankrutowanych instytucji na koszt podatnika bez żadnej rekompensaty dla tego ostatniego, co słusznie uważane było za moralnie nie do przyjęcia. Oczywiście że szwedzkie upaństwowienie oznaczało wykopanie prywatnych akcjonariuszy. Ale wykastrowanie tłustych kotów – aby powrócić do naszej terminologii – jest w tej sytuacji całkowicie uzasadnione. (mamy zresztą w PL już jednego specjalistę w tej dziedzinie ) Akcjonariusz zbankrutowanej instytucji wie że posiada papier warty zero – takie jest żelazne prawo kapitalizmu. Skoro do odbudowania technicznie zbankrutowanego szkieletu konieczny jest kapitał Joe Sixpacka z ulicy, to on teraz, a nie poprzedni właściciel, jest w siodle i rozdaje karty. Tyle przecież powinno być jasne. Owszem, jest rzeczą ubolewania godną że mechanizmy wolnorynkowe są czasem przejmowane przez państwo. Rani to libertariańskie zasady i nosi zawsze niebezpieczeństwo jednego kroku za daleko. Nie da się temu zaprzeczyć. W przypadku Szwecji jednak rzecz zakończyła się happy-endem. Państwo zachowało się powściągliwie i po opanowaniu kryzysu powoli wycofało się z bankowego socjalizmu. Dzięki przezorności, poczuciu umiaru i pewnej klasie swoich ówczesnych przywódców obyło się bez hurtowego rabunku podatnika. Klasy i umiaru których, obawiamy się, brakuje Paulsonowi i kaście właścicieli USA. Co więcej, szwedzki odpowiednik Joe Sixpacka (oops, z tymi alkoholowymi porównaniami i Szwecją trzeba być ostrożnym) wyszedł na tym nieźle i netto nawet do przodu. Ponowna prywatyzacja banków po kryzysie zrekompensowała państwu poniesione nakłady zamiast zasilać kieszenie prywatnych tłustych kotów które ratować chce Paulson. Do dziś zresztą państwo szwedzkie posiada 1/5 udziałów w Nordei, czołowym obecnie banku który w ówczesnym kryzysie przeszedł przez czyściec całkowitego upaństwowienia. http://dwagrosze.blogspot...01_archive.html bateria helska - Pią 17 Paź, 2008 12:05 I jeszcze jeden: Kto posiada Amerykę czyli troska o oszczędności biednych “Stocks soar worldwide” donosi nareszcie Bloomberg o rzadko spotykanych wzrostach na rynkach akcji pod koniec zeszłego tygodnia. Ach, co za ulga! A już właśnie zaczynaliśmy wierzyć w tą deflację... W sumie wszystko się zgadza. Przy bezprecedensowym, zmasowanym pompowaniu liquidity w rynki przez wszystkie bez wyjątku banki centralne to co te biedne akcje miały w końcu robić? Może iść na dół? Kiedy i ta możliwość została ostatnio im odcięta? SEC zakazał przecież właśnie sprzedaży short 800 banków. Dał tym samym giełdom rosyjskim powód do śmiechu z podobno bardziej doświadczonych braci - w razie problemów zamykają się one przynajmniej symetrycznie w obu kierunkach, ha, ha, ha. Następnym krokiem będzie prawdopodobnie całkowite wyjęcie sprzedaży akcji spod prawa. Powinno to pomóc w eliminacji uporczywego problemu spadków na giełdach. Nie jest zresztą wcale takie pewne czy nawet i dzisiaj sprzedający akcje w USA nie zaczynają się już z tym kryć po kątach. Jako czyn niepatriotyczny może to być przecież wzięte za działalność terrorystyczną. Nie na darmo za ostatnie spadki obwiniana była Al-Kaida. W kraju Patriotów (Act I i Act II) aspołeczne typy sprzedające akcje mogą wkrótce ryzykować znalezienie się w Guantanamo Bay... Dla pewności rządowi manipulatorzy giełd nie wyjaśniają dlaczego przy dotkliwych spadkach delegalizuje się sprzedaż akcji ale w czasie internetowej bańki sprzed kilku lat nikt jakoś nie delegalizował kupna. Nikt też nie delegalizował kupna nieruchomości w szczycie hossy, przynajmniej przez te lemingi które totalnie nie kwalifikowały się do jakichkolwiek pożyczek. Przeciwnie, Greenspan je nieodpowiedzialnie zagrzewał naganiając ku ryzykownym pożyczkom o zmiennej stopie procentowej. Bankowe tłuste koty mogły więc nabijać kabzę bez przeszkód do samego końca hossy, sprzedając natychmiast dalej co bardziej wątpliwe pożyczki do Fannie Mae. Natomiast gdy przez własną głupotę same zawisły teraz na ogonach to od razu robi się z tego wielka akcja ratowania ich przez cały naród. Mowa tu oczywiście o najnowszym planie (więcej tutaj) wykoncypowanym właśnie przez Bernanke i Paulsona, który stoi u źródła wspomnianego wcześniej entuzjazmu rynków. Po klapie serii bailoutów jednej instytucji po drugiej plan przewiduje ni mniej ni więcej tylko hurtowy bailout całej reszty tłustych kotów na koszt państwa. Właściciele USA odrzucili w końcu krępujący ruchy kaftan wolnorynkowych sloganów i kapitalistycznej retoryki dokonując, przynajmniej od strony ekonomicznej, rodzaju zamachu stanu. Ta “matka wszystkich bailoutów” ma tym razem polegać na “wyjęciu” wrednych aktywów z bilansów banków w USA i obarczeniu tym radioaktywnym bagażem amerykańskiego podatnika. Innymi słowy, na użyciu go w charakterze pojemnika na śmieci. Będzie to go w dodatku słono kosztowało. Wprawdzie wg Paulsona koszty mają wynieść "jedynie" 700 miliardów dolarów, należy to jednak jako rządową estymatę spokojnie pomnożyć jeszcze przez co najmniej 3. Przemawiający w imieniu tłustych kotów Paulson miał nawet dość hucpy aby twierdzić że astronomiczne koszty które ponieść ma podatnik będą i tak mniejsze niż koszty alternatywy. Nie ma wątpliwości że finansowany przez zainteresowane w bailoucie tłuste koty Kongres zgodzi się na ten dyktat, mianując w dodatku Paulsona głównym kotem dyktatorem. Tym bardziej że kongresmeni potrzebują pilnie funduszy na końcówkę kampanii wyborczej. Bez dodatkowego prania mózgów może być bowiem trudno wmówić lemingom że to wszystko dla ich dobra i że wyciśnięte z nich biliony potrzebne są aby chronić “lower- and middle-income Americans ... from the fallout of the ongoing Wall Street crisis” - jak to gładko sformułowała Nancy Pelosi. Ron Paul - "Who owns you". Narracja George Carlin. (3 min). Uwaga: ostry język Bez dodatkowej anestezji wyborczych bzdur lemingi mogłyby się jeszcze przebudzić z letargu i zacząć zadawać demokratce Pelosi niedemokratyczne pytania. Takie na przykład jak z jakiej paki podatnik w ogóle ponosić ma jakiekolwiek koszty kolapsu prywatnych folwarków na Wall Street. Sama idea “wyjmowania” problematycznych aktywów z bilansów prywatnych kompanii i obarczania nimi państwa, czyli społeczeństwa, jest dokładnym zaprzeczeniem zasad na których powstała Ameryka. Wpływowa kasta jej właścicieli robi przy tym pośmiewisko z podstawowych reguł kapitalizmu. Trudno określić inaczej tak masowe uspołecznianie gigantycznych prywatnych strat, podczas gdy uprzednia fala gigantycznych zysków bezpiecznie już zasiliła prywatne kieszenie właścicieli USA. Wolnorynkowy kapitalizm, dawniej chluba i wyróżnik Ameryki oraz źródło jej potęgi, jest w odwrocie na całej linii. Są ludzie to dostrzegający i przestrzegający lemingi przed opłakanymi konsekwencjami przyjęcia planu Paulsona. “The free market for all intents and purposes is dead in America" ostrzega na przykład senator Jim Bunning z Kentucky. Plan Pausona “zmiecie wolne rynki i wprowadzi socjalizm w Ameryce” powiedział on w piątek, potwierdzając przy okazji naszą wcześniejszą metaforę “socjalizmu dla tłustych kotów”. Czy jednak coś to zmieni? Czy lemingi się obudzą? Czy zrozumieją że zamiast “chronić ich oszczędności” jak twierdzi Paulson jego plan prędzej zanihiluje je hiperinflacją do zera? Senator Jim Bunning zna prawdę. Ale znają ją również właściciele USA. A nazywa się ona the American Dream. Bo lemingi muszą być trzymane w letargu aby w to wierzyć! [*] http://dwagrosze.blogspot...ada-ameryk.html bateria helska - Pią 17 Paź, 2008 20:09 Czytam dalej odkryty wczoraj blog i co chwila znajduję świetne kąski: Marcin pisze... @rydzykfizyk: ..."Necessary Actions.—The Secretary is authorized to take such actions as the Secretary deems necessary to carry out the authorities in this Act, including, without limitation:... Ten tekst powyżej przypomina mi trochę, to co można było usłyszeć z nadania uprawnień kanclerzowi w Gwiezdnych Wojnach co potem było .. wiadomo, jak ktoś oglądał... czyżby s-f wprowadzała się do rzeczywistości... tylko zamiast GwiezdneWojny mamy FW(Wojny Finansowe)? Fredd pisze... Czy Paulson jest idiotą? Oczywiście, że nie - doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji (inflacja) mam wrażenie, że z pełna premedytacją do tego dąży, jako sposób na spłacenie Chińczyków bez ich spłacania. Ot taka redukcja długu bez zgody wierzyciela. Wiadomo kiedyś coś z tym trzeba było zrobić - normalnie, by nie przeszło ale jako część ratowania swiata przed Armagedonem why not... stały_czytelnik pisze... @ Wszyscy Proszę Państwa robi się ciekawie. Oto plan ratunkowy, a w nim taki punkt: "Sec. 8. Review. Decisions by the Secretary pursuant to the authority of this Act are non-reviewable and committed to agency discretion, and may not be reviewed by any court of law or any administrative agency". Vivat towarzysze Bush, Bernanke i Paulson! Cynik9 pisze... @stały_czytelnik: Nie tylko te dyktatorskie przywileje poza jakąkolwiek kontrolą są curiozalne. Zwrócić należy uwagę że jeden dyktator samodzielnie decyduje co kupić, gdzie (=kogo wyratować a kogo nie) i przede wszystkim po jakiej cenie. Nic mu nie przeszkadza wycenić szmelcu dużo powyżej ceny rynkowej (która w wielu przypadkach jest oczywiście $0,0) i nabyć za tą cenę. Czyli szmelc który rynek wyceniłby na $0 uniknie jednak rynkowej konfrontacji i otrzyma taką cenę po jakiej go tłuste koty faktycznie trzymały w swoich ksiegach (marked to market...), i po takiej fikcyjnej cenie faktycznie ubezwłasnowolniony podatnik go wykupi. Inny skandal albo coś przeoczyłem - państwo ratuje tłustego kota dając mu gotówkę za bezwartościowy szmelc a nie żąda nic za to - ani pozycji w equity, ani obligacji ze spłatami w przyszłości, nic. Po prostu czysty podarunek - gift... Gdyby Churchill żył ująłby to w swoim stylu: jeszcze nigdy tak niewielu nie dymało tak wielu tak brutalnie... Nie trudno się też domyślić kto będzie tym agentem mianowanym przez kota dyktatora do przeprowadzania tych wszystkich transakcji - oczywiście nowopowstały w tym celu bank Goldman Sachs. Kto wie czy od lutego 09 nawet nie pod wodzą byłego kota-dyktatora... ha, ha, ha http://dwagrosze.blogspot...ada-ameryk.html Gawara - Pon 20 Paź, 2008 09:36 bateria helska - Pon 20 Paź, 2008 15:16 Dopiero teraz posłuchałem sobie analiz i prognoz Rona Paula dotyczących kryzysu. Facet mógł mówić to wprost w mediach i nie był zagłuszany przez Lisów, Gazowników i Wsiarzy. Wychodzi więc na to, że Sixpacki są głupsze niż nasze lemingi, ponieważ nie reagują nawet na niezakłóconą prawdę podaną im na talerzu bez surówki "Wszechotępiający Autorytet". bateria helska - Pon 20 Paź, 2008 19:39 Skądś to znam: "NYT": FBI ma za mało agentów FBI ma kłopoty ze znalezieniem wystarczającej liczby agentów do prowadzenia śledztw związanych z przestępczością urzędniczą i kryzysem ekonomicznym, bo oddelegowało ich do walki z terroryzmem - pisze niedzielny "New York Times" Według gazety po atakach z 11 września 2001 Federalne Biuro Śledcze zmniejszyło liczbę agentów zajmujących się przestępczością kryminalną, aby zwiększyć swoją rolę w systemie bezpieczeństwa narodowego. Do śledztw związanych z terroryzmem i wywiadem przeniesiono wtedy 1,8 tys. osób, czyli jedną trzecią agentów zajmujących się zwalczaniem przestępczości. Przez to nie ma wystarczającej liczby osób do zajmowania się przestępstwami urzędniczymi, co z powodu kryzysu finansowego stało się koniecznością. Presja na FBI, aby zajęło się światem finansów, wzrosła z powodu ujawnienia toczących się śledztw przeciwko największym instytucjom finansowym, w tym Fannie Mae, Freddie Mac, AIG i Lehman Brothers. Pojawiają się również obawy, że oszuści mogą spróbować skorzystać na wielomiliardowym planie ratunkowym dla sektora finansowego. FBI planuje podwoić liczbę agentów pracujących nad sprawami związanymi z finansami przez przeniesienie do nich kilkuset agentów z innych sekcji. Jednak niektórzy przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości martwią się, że nie wiadomo, skąd ich wziąć i czy to wystarczy - pisze "NYT". Personel FBI zajmujący się sprawami finansowymi jest tak uszczuplony, że niektórzy menadżerowie twierdzą, że mieli kłopot z zainteresowaniem biura oszustwami na miliony dolarów - informuje gazeta. Od 2004 roku władze FBI ostrzegały, że oszustwa hipoteczne mogą stanowić duże zagrożenie i prosili administrację prezydenta George'a W. Busha o pieniądze na uzupełnienie braków kadrowych w śledztwach nie związanych z terroryzmem. Nie dostali ich jednak. Według "NYT" w 2005 roku na 13 tys. pracowników biura było tylko 15 etatów dla agentów zajmujących się oszustwami hipotecznymi. Teraz jest ich 177, ale mają do rozpoznania ponad 1,5 tys. spraw. "Najwyraźniej odczuwamy przeniesienie zasobów z dochodzeń kryminalnych do bezpieczeństwa narodowego" - przyznaje wicedyrektor FBI John Miller. "Jeśli chodzi o przestępstwa urzędnicze, koncentrujemy się na wielomilionowych oszustwach korporacyjnych, gdzie możemy przeprowadzić aresztowania i odzyskać pieniądze" - cytuje go "NYT". Według gazety całkowita liczba spraw kryminalnych przedstawionych przez agentów federalnych prokuratorom spadła w ciągu ostatnich siedmiu lat o 26 proc. Między 2000 a 2007 rokiem liczba dochodzeń przeciwko instytucjom finansowym w sprawie oszustw spadły o 48 proc., a w sprawie oszustw ubezpieczeniowych o 75 proc. http://www.rp.pl/artykul/181712,207103.html Gawara - Sro 22 Paź, 2008 12:17 MS - Sro 22 Paź, 2008 17:12 Tu jednak już zwieracze puściły: "Wielkie zaskoczenie ", "drastyczna decyzja". Takimi komentarzami przywitali analitycy decyzję banku centralnego Węgier, który podniósł główną stopę aż o 3 punkty procentowe. (..) Problemy z płynnością banków na Węgrzech powodują, że forint zachowuje się, jakby był na huśtawce. Dla nas to problem, bo wraz z forintem w dół leci złoty. Ekonomista Ryszard Petru wskazywał na podobieństwa między bankrutującą Islandią a Węgrami. Chodziło o wysoki deficyt rachunków bieżących, czy silne osłabienie waluty. Eksperci podkreślają także, że dla inwestorów zagranicznych nasz region stanowi jeden organizm, z punktu widzenia światowych graczy Polska i Węgry to to samo.(..) Całość Oczywiście, że kryzys na Świecie nie ma wpływu na Polskę porciak - Sro 22 Paź, 2008 18:15 Dlaczego bardzo, bardzo, bardzo cieszę się z międzynarodowego kryzysu. Oto lista pozytywnych ( według mnie ) aspektów kryzysu: 1.Zmniejszy się nasza zdolność finansowa do zakupów. Głodni chodzić nie będziemy, ale mam nadzieję, że dzięki temu przestaniemy kupować rzeczy, które nie są nam porzebne jak nowe telefony komórkowe, nowe odtwarzacze mp3, nowe telewizory, słowem szmelc. 2.Przestaniemy wydawać tyle pieniędzy na benzynę jeżdżąc kilkanaście kilometrów do centrum handlowego po chlebek. Może zmienimy część naszych obyczajów na lepsze. 3.Rozwinie się na większą skalę lokalny rynek produktów rolnych i nie tylko. 4.Z mniejszą liczba pieniążków w kieszeni więcej czasu spędzimy z rodziną. 5.Może wzrośnie przyrost naturalny. 6.Może poszukamy sobie nowego hobby, tańszego niż jazdy z deską a Hel, ale równie pasjonującego. 7.Może nasze życie nieco zwolni, dzięki temu zyskamy czas i wydłużymy sobie życie ( zgodnie z teorią o czasoprzestrzeni ). 8.Może mniej ważni staną się "pseudoekolodzy" i inne lewackie badziewie. MS - Czw 23 Paź, 2008 23:22 Ponieważ wszystkie przekaziory i autorytety ogłaszają, że kryzysu w Polsce nie będzie lub będzie lekki zaczynam mieć pewność, że dupnie straszliwie. Zbigniew - Pią 24 Paź, 2008 00:19 Już nawet wiadomo kto padnie pierwszy. Wystarczy posłuchać codziennie dziesiątek reklam z żebrami lokat na c.a.10%. I oni to tak sami zez własnej i nieprzymuszonej na ok. 10 % chcą dawać. Acha. OFE przerąbały cały zysk z ostatnich chyba ok 10 lat. Takie nic. MS - Pią 24 Paź, 2008 08:03 (..)Acha. OFE przerąbały cały zysk z ostatnich chyba ok 10 lat. Takie nic. Mniej wiary w przekaziory, a szczególnie w Aborczą: Bessa nie przejadła zysków (..) Kurczenie się kwot zarządzanych przez OFE wywołuje niepokój przyszłych emerytów. Ich strach skutecznie potęgują informacje w mediach. W czwartkowym wydaniu "Gazeta Wyborcza" napisała, że obecna bessa przejadła już wszystkie zyski Polaków wypracowane do tej pory przez fundusze.Informacja ta oburzyła branżę, która wystosowała sprostowanie. Jak wylicza Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych (IGTE), od maja 1999 r. OFE wypracowały około 49 mld zł zysku. Jednak zła sytuacja na rynku finansowym sprawiła, że OFE poniosły w tym roku straty rzędu 24,2 mld zł. Wypracowany zysk z lat ubiegłych wynosi więc nadal 24,8 mld zł. (..) Całość Tak więc bez takiej propagandy, choć wynik OFE jest poniżej rezultatów obstawiania WIG czy WIG20 Nirtz - Pią 24 Paź, 2008 08:12 Jak tak dalej pójdzie na rynku walutowym to emigranci nie tylko nie wrócą, ale dojdzie to drugiej fali emigracji. To bardzo źle dla Polski. Oznacza zapaść w dłuższej perspektywie. Nie jestem zwolennikiem obecnego rządu ale osłabienie złotówki źle służy Polsce. Konserwa - Pią 24 Paź, 2008 10:26 (...)osłabienie złotówki źle służy Polsce. dla firm sprzedających w Euro to dobrze służy. Kosiarz - Pią 24 Paź, 2008 11:36 Z Interii Analitycy rynku finansowego są zgodni, że w czasach bessy najlepiej inwestować bezpiecznie, na przykład w lokaty bankowe. Hi, hi... Wiadomo, ze w czasie dżumy najlepiej założyć hodowlę szczurów. Przecież od banków się to zaczęło i na bankach skończy. Zbigniew - Pią 24 Paź, 2008 23:26 [ Mniej wiary w przekaziory, a szczególnie w Aborczą: [ Wrrrrr. Zaraz któś z ffrondy dostanie wewryło. No paczpan nie sprawdziłem. Edwill - Wto 28 Paź, 2008 01:28 Dlaczego bardzo, bardzo, bardzo cieszę się z międzynarodowego kryzysu. Oto lista pozytywnych ( według mnie ) aspektów kryzysu: >>> Pomimo kilku wspomnianych przez Ciebie (możliwych pozytywnych?) skutków kryzysu, prawie wszyscy na świecie są smutni, zaskoczeni i patrzą na niego ze zgrozą. Cieszyć się mogą tylko Ci, którzy do niego doprowadzili i zdefraudowane fundusze ulokowali w bezpieczniejszych miejscach. Tej łobuzerii należy życzyć żeby się z lokatą pomyliła. Edwill - Sro 29 Paź, 2008 12:52 Oczywiście, że kryzys na Świecie nie ma wpływu na Polskę A poważnie - żaden kraj na świecie nie jest uniezależniony od kryzysu, nawet najbiedniejszy w Afryce. Polska nie jest wyjątkiem. W Płn. Korei i Kubie gorszy kryzys trwa od pół wieku. I cokolwiek się stanie to ich poziom nędzy napewno nas nie czeka. Tak się pocieszam... wanoga - Sro 29 Paź, 2008 13:04 Dlaczego bardzo, bardzo, bardzo cieszę się z międzynarodowego kryzysu. Oto lista pozytywnych ( według mnie ) aspektów kryzysu: 1.Zmniejszy się nasza zdolność finansowa do zakupów. Głodni chodzić nie będziemy, ale mam nadzieję, że dzięki temu przestaniemy kupować rzeczy, które nie są nam porzebne jak nowe telefony komórkowe, nowe odtwarzacze mp3, nowe telewizory, słowem szmelc. 2.Przestaniemy wydawać tyle pieniędzy na benzynę jeżdżąc kilkanaście kilometrów do centrum handlowego po chlebek. Może zmienimy część naszych obyczajów na lepsze. 3.Rozwinie się na większą skalę lokalny rynek produktów rolnych i nie tylko. 4.Z mniejszą liczba pieniążków w kieszeni więcej czasu spędzimy z rodziną. 5.Może wzrośnie przyrost naturalny. 6.Może poszukamy sobie nowego hobby, tańszego niż jazdy z deską a Hel, ale równie pasjonującego. 7.Może nasze życie nieco zwolni, dzięki temu zyskamy czas i wydłużymy sobie życie ( zgodnie z teorią o czasoprzestrzeni ). 8.Może mniej ważni staną się "pseudoekolodzy" i inne lewackie badziewie. Gratuluję dobrej pozycji finansowej, ale ta lista (poza ostatnim punktem) zupełnie nie przystaje do sytuacji przeciętnej rodziny w kraju: - ściubiacej od pierwszego do pierwszego, a we wrześniu zadłużającej sie na szkolną wyprawkę. - której nie stać na kolejne dzieci, bo nie wyrabia finansowo z tymi które ma. Nie wydającej na benzynę tylko na bilety komunikacji miejskiej (które z okazji kryzysu oczywiście zdrożeją). - kupującej jedzenie w Biedronce a nie od prywatnych/lokalnych wytwórców (oferujących żywność zdrową, ale droższą niż tam) - by wyrównać niedobór w rodzinnym portfelu biorącej drugi etat i bywającej w domu tylko na noc. - walcząc na dwa etaty i latami nie biorąc urlopów skraca a nie wydłuża swój żywot. - i której nie stać na żadne hobby, nie tylko na deskę na Helu... Edwill - Sro 29 Paź, 2008 15:09 Z pewnością sytuacja przeciętnych Kowalskich jest trudniejsza niż Smith'ów w od dawna demokratycznych i rozwiniętych krajach, lecz obecny kryzys światowy spędza sen z oczu dla wielu na Zachodzie. Ich oszczędności na stare lata są zagrożone, emerytury firmowe i nawet rządowe niepewne, papiery wartościowe stają się bezwartościowe, etc. Słabsi psychicznie ludzie popadają w depresję. Naprawdę nie rozumiem z czego tu się cieszyć. bateria helska - Sro 29 Paź, 2008 15:43 Edwillu, sęk w tym, że USA i Kanada przez wiele ostatnich lat żyły na kredyt. Gdyby ten kredyt był zaciągnięty w takich instytucjach, jak działający w Polsce "Provident", to państwo (i obywatele korzystający z np. Medicare czy Medicaid), byliby teraz we władzy goryli z pałką. Przypomnę, wg ostatnich wyliczeń długu publicznego, przypadające na KAŻDE gospodarstwo domowe w USA zadłużenie wynosi PONAD 500 000 $. Zakładany deficyt budżetowy USA na ten rok to 455 miliardów dolarów. Przez ile należy pomnożyć go obecnie? W debacie (dwa lata temu) z P. Schiffem guru reagonowskiej ekonomii A. Laffer beztrosko przyznał się, że kryzys Stanom nie grozi, bo USA dają światu bezpieczeństwo stabilnego systemu finansowego i żyją z druku i eksportu zielonych papierków. Sęk w tym, że zielone papierki mają obecnie pokrycie głównie w papierze i tuszu. Ile krąży ich w kosmosie nie wiedzą nawet ekonomiści z Syriusza. Taktyka ignorowania długu i dodruku dolarów tak długo jest skuteczna (w sensie utrzymywania całego interesu w ruchu), dopóki coś lub ktoś nie powie "sprawdzam". Oczywiście, ci, którzy kontrolują ten proceder i z niego żyją, doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Jakie wnioski? wichura - Sro 29 Paź, 2008 17:13 Edwillu, sęk w tym, że USA i Kanada przez wiele ostatnich lat żyły na kredyt. Gdyby ten kredyt był zaciągnięty w takich instytucjach, jak działający w Polsce "Provident", to państwo (i obywatele korzystający z np. Medicare czy Medicaid), byliby teraz we władzy goryli z pałką. To teraz tak nie jest? Państwa pompują gigantyczne środki w ratowanie banków i cóż do tego je przymusza jeśli nie "władza goryli z pałką"? Podobne wątki
Kaczor Starszy - kiedy koniec kryzysu ? Kryzys Rodziny - bez zbędnej piany Zbigniew Chlebowski - ostatnia nadzieja PO w finansach ekonomia cwiczenia |